Wrocławskie legendy. Legenda o dzwonie grzesznika

Wykonanie dzwonu, który miał zawisnąć w kościele św. Marii Magdaleny zlecono jednemu z najlepszych mistrzów rzemieślnictwa we Wrocławiu – Michaelowi Wildemu. Był to specjalista w wykonywaniu tego typu wyrobów, a dzwony jego autorstwa miały przepiękny dźwięk, dlatego to właśnie on, otrzymał to zadanie.
Zadanie nie było łatwe, ponieważ dzwon miał ważyć aż 6 ton i mieć obwód 6,5 metra. W wykonaniu go zaangażowali się nawet mieszkańcy Wrocławia, którzy przynosili mu potrzebne do wykonania materiały, takie jak garnki, czy też biżuterię. Nie było miejsca na pomyłkę, ponieważ wtedy trzeba by było wykonać go od nowa.
Zobacz też: Wrocławskie legendy. Legenda o kamiennej głowie na wieży katedry – część 1
Gdy dzwon był już prawie gotowy, mistrz poprosił swojego czeladnika , aby ten popilnował paleniska. Michael w tym czasie postanowił odpocząć i uraczyć się winem. Czeladnik przez swoją ciekawość oraz chęć wzięcia udziału w tworzeniu tak ważnego instrumentu wziął drewniany kij i przypadkiem spowodował katastrofę. Tygiel, w którym znajdował się rozgrzany stop żelaza otworzył się, a cała jego zawartość spłynęła. Przerażony czeladnik początkowo chciał uciec, natomiast po chwili zastanowienia, postanowił poinformować o tym mistrza.
Czeladnik błagał Michaela o przebaczenie, ale mistrz wpadł w gniew. Chwycił za nóż, który leżał na stole i wbił go w serce czeladnika.
Zobacz też: Wrocławskie legendy. Skąd się wzięła nazwa Psie Pole?
Gdy mistrz ugodził czeladnika, po chwili zdał sobie sprawę, co tak naprawdę zrobił, natomiast było już za późno. Zrozpaczony skierował się do swojej pracowni i zamarł. Jak się okazało, dzwon został odlany bez skazy.
Kolejnego dnia po feralnym wydarzeniu postanowił sam wybrać się do sądu i przyznać się do swojego czynu. Za swoją szczerość chciał jedynie dokończyć swoją pracę i dokończyć dzwon, na co zgodził się sąd.
4 dni później instrument był już gotowy, natomiast przy uroczystym wieszaniu go, mistrz stał już przed sądem w Ratuszu. Wyrok sądu był najgorszym z możliwych. Michael został skazany na śmierć pod pręgierzem. Jego ostatnim życzeniem było usłyszeć dźwięk dzwonu, który wykonał. Przed ścięciem głowy usłyszał pierwszy i ostatni raz bicie dzwonu. Stąd się wzięła nazwa Dzwon Grzesznika.
Zobacz też: Wrocławskie legendy. Legenda o Białej Damie krążącej po Uniwersytecie Wrocławskim



